Wybierz region

Wybierz miasto

    Kłopotliwi pacjenci

    Autor: Danuta PAWLICKA

    2000-05-30, Aktualizacja: 2009-08-21 13:24

    Szpital na Zawadach wypisał chorego i skierował do dalszego leczenia szpitalnego. Karetka dopiero w trzecim szpitalu znalazła wolne łóżko. To nie pierwszy przypadek kluczenia z pacjentem.

    Szpital na Zawadach wypisał chorego i skierował do dalszego leczenia szpitalnego. Karetka dopiero w trzecim szpitalu znalazła wolne łóżko. To nie pierwszy przypadek kluczenia z pacjentem.


    Lekarz rodzinny podejrzewał u pacjenta żółtaczkę. Skierował go na Zawady. Tam wykluczono wirusowe zapalenie wątroby i skierowano na leczenie do Szpitala Miejskiego im. J. Strusia. Tutaj lekarz z pogotowia usłyszał, że nie ma wolnego łóżka. Karetka odwiozła pacjenta do domu. Ten poczuł się gorzej i jeszcze tego samego dnia zatelefonował na pogotowie. Tym razem ambulans pojechał na ul. Mickiewicza - do szpitala Raszei. I znów usłyszał taką samą odpowiedź: brak łóżek. Kierowca skierował więc pojazd do Szpitala Klinicznego nr 2 przy ul. Przybyszewskiego. Tym razem się udało. Chory został przyjęty na oddział.

    Szukanie wolnego łóżka

    - Ostatni incydent, który dotyczył chorego na marskość wątroby, nie jest wydarzeniem wyjątkowym. Kiedy był wyznaczony jeden szpital do ostrego dyżuru, podobnego kłopotu z ulokowaniem chorego nie mieliśmy. Problemy zaczęły się z chwilą, gdy dyżurują wszystkie szpitale. Te kłopoty pojawiają się cyklicznie i dotyczą interny, chirurgii, ale także oddziałów intensywnej opieki medycznej. O każdym takim przypadku informuję lekarza wojewódzkiego - mówi Jan Głębocki, lekarz i dyrektor Rejonowego Pogotowia Ratunkowego w Poznaniu.

    Słowa dyrektora poznańskiego pogotowia potwierdza Tomasz Grottel, lekarz wojewódzki. Zjawisko braku łóżek dla pacjentów oczekujących doraźnej pomocy jest powszechne we wszystkich dużych miastach, takich jak Poznań, gdzie istnieje kilka szpitali. Pacjent ma teraz wolny wybór, a jeżeli sam o tym nie zadecyduje, lekarz karetki jedzie do najbliżej położonej placówki. I wtedy zaczyna się loteria.

    - Zdarza się, że karetki wiozą chorego i pacjenci sami z ulicy idą do tego samego szpitala. A tam nie ma już miejsca - mówi dr T. Grottel. - Mamy na to doraźne rozwiązanie. Informacje o wolnych łóżkach zbiera się rano, potem jeszcze raz o godz. 15.00 i na końcu przyjmujemy tylko meldunki o braku łóżek. Gdy zdarzy się, że w całym mieście nie ma gdzie położyć chorego, interweniuje wyznaczony do tego lekarz i szuka dodatkowych możliwości.

    Wtedy robi się miejsce przemieszczając pacjentów z obleganych oddziałów np. na okulistykę, która nie pełni całodobowego dyżuru. Lekarz wojewódzki już kilkakrotnie osobiście wizytował szpitale, które najczęściej zgłaszały komplety chorych. Wybierał na to godz. 2.00-3.00 w nocy. W kilku przypadkach, jak przyznał, nie przyjmowano nowych osób z przyczyn... pozamerytorycznych. Najczęściej wolne łóżko czekało na planowany zabieg. Nie jest to jednak wystarczające wyjaśnienie dla usprawiedliwienia odmowy.

    Wyjątek dla ratowania życia

    W Izbie Przyjęć szpitala Strusia, gdzie chory z marskością wątroby nie został przyjęty, nikt nie próbuje ,,tuszować sprawy''. Wcale nie tak rzadko odsyła się karetkę wraz z pacjentem. Nigdy jednak - pada zapewnienie - nie jest nim człowiek wymagający natychmiastowej pomocy. Bywało już tak, że przekładano lżej chorych na inne oddziały, aby położyć ciężko chorego. Zawsze przy ewidentnym zagrożeniu życia pacjent jest przyjmowany bez względu na sytuację w szpitalu. O tym wiedzą lekarze w izbie przyjęć - podkreśla również Jan Sawicz, zastępca dyrektora szpitala Strusia. Podobne wyjaśnienie słyszymy w szpitalu Raszei, gdzie - jak zapewnia Elżbieta Wrzesińska-Żak, zastępca dyrektora do spraw lecznictwa - pacjent w stanie zagrożenia nigdy nie będzie odesłany bez pomocy. Ostatni przypadek tego nie wymagał, a szpital nie dysponował wolnym miejscem. Według dyrektor E. Żak, lekarz z karetki zamiast szukać łóżka na własną rękę, powinien zgłosić swój problem dyspozytorowi.

    Największa poznańska lecznica - Wojewódzki Szpital Zespolony przy Lutyckiej - wymieniany jest w pogotowiu jako ten, który nie pyta o stan chorego. Przyjmuje wszystkich.

    - Jeżeli nie ma miejsc na żadnym oddziale, dostawiamy łóżka na korytarzach. Taką przyjęliśmy zasadę. Nie odmawiamy także tym, którzy przyjeżdżają taksówką. Niedawno chory dotarł o własnych siłach, bez skierowania i był bliski zawału - mówi Izabela Mikuła, lekarz dużurny z Lutyckiej.

    W Lesznie wzorcowo

    Nowy system jest dopiero w trakcie budowania. Obliczono, że 1 oddział nastawiony na przyjmowanie ostrych stanów powinien przypadać na 200 tys. mieszkańców. W całej Wielkopolsce będzie ich 11. Pionierska jednostka wyspecjalizowana w nagłych przypadkach pracuje tylko w Lesznie. W Poznaniu na pierwszy ogień została wytypowana Lutycka, która już otrzymała pewne środki. Drugim szpitalem będzie Kurlandzka. Dla Grunwaldu rozważane jest Puszczykowo, jeżeli nie okaże się, że to zbyt odległy adres. Na dokończenie tych planów poczekamy przynajmniej 2 lata. Poprawa współpracy szpitali i karetek nie może czekać tak długo.


    To tacy sami pacjenci

    Postanowiliśmy na własnej skórze sprawdzić, jak wygląda problem wolnych łóżek w szpitalu. Nasz dziennikarz postanowił zemdleć w pracy. Karetką pogotowia z firmy Falck pojechał do szpitala im J. Strusia. - Do tego szpitala już nie jeździmy. Gdy pod izbę przyjęć podjeżdża karetka Falcka, pacjenci są świadkami uwag na nasz temat. Kończy się to odesłaniem z powodu braku wolnych miejsc - mówi Izabela Ostrzycka, lekarz dyżurny z Falcka.

    Podobnie Falcka traktuje szpital przy ulicy Kurlandzkiej. - A przecież to są tacy sami pacjenci, jak inni, którzy mogli się dostać do tych szpitali karetką miejską, tramwajem czy taksówką. Przecież oni są ubezpieczeni - dodaje Andrzej Briske, dyrektor poznańskiego oddziału Falcka.

    Niemożliwe stało się możliwe...

    16.15. - karetka zabiera osłabionego dziennikarza do szpitala, na ulicę Szkolną. Diagnoza Jerzego Drobińskiego, kierownika medycznego, który jest lekarzem karetki - chwilowa utrata przytomności, przyspieszony puls, osłabienie.

    16.25. - karetka zajeżdża pod izbę przyjęć ,,na Strusia''. Tym razem miłe zaskoczenie dla lekarzy - pacjent zostaje przyjęty. Żadnych uwag, żadnych ,,nie ma miejsca''. Zamiast tego EKG, badanie krwi, badania neurologiczne. Miejsce pracy chorego nie ma tu większego znaczenia - takie pytanie pada dopiero po badaniach.

    17.10. - dziennikarz zostaje zwolniony do domu.

    - Niemożliwe stało się możliwe... Żadnych problemów z przyjęciem na izbię. Chciałbym, żeby tak było na co dzień - wzdycha Jerzy Drobiński.

    - Nie wiem, od czego to zależy. Chyba od samych ludzi na izbie, raz ktoś ma dobry dzień, innym razem nie jadł jeszcze obiadu...- mówi Mirosław Demucha, dyrektor handlowy Falcka.

    Elżbieta Wrzesińska-Żak

    zastępca dyrektora do spraw lecznictwa w szpitalu Raszei w Poznaniu

    Lekarze pogotowia skarżą się, że muszą szukać wolnego łóżka.Tymczasem pacjenci skarżą się, że w karetce proszą o Raszeję i odrazu otrzymują odmowę z braku łóżek. Sprawdzałam takie przypadki i okazywało się, że łóżka wtedy były...

    Tomasz Grottel

    lekarz wojewódzki

    Gdy dyżurował jeden szpital w Poznaniu, było 25-30 ostrych przyjęć. W chwili wyboru szpitala przez pacjenta ta ilość wzrosła do 45.

    Jan Głębocki

    dyrektor Rejonowego Pogotowia Ratunkowego w Poznaniu

    Problem wolnych łóżek w szpitalach nie jest nowy. Nie raz jeździmy z chorym z zaburzeniami krążenia w poszukiwaniu dla niego miejsca na intensywnej terapii

    Sonda

    Letnich atrakcji w moim mieście jest...

    • jak na lekarstwo. (79%)
    • wystarczająco, ale mogłyby być ciekawsze. (10%)
    • na tyle dużo, że często nie wiem co wybrać. (10%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.