POJEDYNEK MIAST - Poznań - Wrocław: W którym mieście życie jest tańsze?
Bartłomiej Knapik (Wrocław), Katarzyna Fertsch i Beata Marcińczyk (Poznań)
2009-11-19 07:00:01
,
Aktualizacja
2009-11-19 18:41:40
Dziennikarz Polski-Gazety Wrocławskiej - Bartłomiej Knapik oraz dziennikarki Głosu Wielkopolskiego - Beata Marcińczyk i Katarzyna Fertsch w tym tygodniu wymienili się redakcjami. Piszą, jak Wrocław wygląda oczami poznaniaka i jak Poznań jest odbierany przez wrocławianina. Dziś sprawdzają którym mieście życie jest tańsze.
On, na liście najbogatszych ludzi świata miesięcznika "Forbes" z 2008 roku z majątkiem szacowanym na 2,6 mld dolarów, zajął 446. miejsce, a wśród Polaków awansował na szczyt. Ona, mimo majątku szacowanego na 17 mld złotych, co czyni ją najbogatszą Polką, nie ma nawet własnego wpisu w Wikipedii (internetowej encyklopedii).
Wrocławianin Leszek Czarnecki i poznanianka Grażyna Kulczyk są w swoich miastach prawdziwymi instytucjami. We Wrocławiu o Leszku Czarneckim mówi się z podziwem i zazdrością, że potrafi zrobić pieniądze na wszystkim. O Grażynie Kulczyk poznaniacy wypowiadają się bardzo ostrożnie i często z zawiścią.
Co Wrocław i Poznań im zawdzięczają? Czarneckiemu miasto zawdzięcza postawienie bankowego Centrum Orląt przy pl. Orląt Lwowskich obok Dworca Świebodzkiego) i kompleksu handlowo-biurowego Arkady Wrocławskie z pływającymi w akwarium małymi rekinami i rzeźbą Salvadora Dali.
W miejscu charakterystycznego wieżowca Poltegoru, rozebranego do fundamentów, ma stanąć Sky Tower, najwyższy budynek w Polsce.
Czarnecki zasłynął jako błyskotliwy biznesmen, twórca Europejskiego Funduszu Leasingowego, a potem finansowego holdingu Getin.
Z Grażyną Kulczyk kojarzy się w Poznaniu najbardziej inwestycja o nazwie Stary Browar. W mocno zniszczonym obiekcie stworzyła oryginalne centrum handlowe, którego Poznaniowi zazdrości dziś cała Polska.
Nie ma tu co prawda żywych rekinów i spektakularnych rzeźb, ale bogate i efektowne zbiory sztuki współczesnej, dzięki którym Stary Browar kojarzy się z wielką klasą. Działa tu kino, lecz odbywają się również spektakle teatralne i baletowe, wystawy i koncerty, także na dachu. Tego wrocławianie z pewnością mogą poznaniakom pozazdrościć.
Targowisko to nie jest wcale przeżytek
W Poznaniu, którego jedną z wizytówek jest galeria handlowa Stary Browar, powinno być pozornie jeszcze mniej targowisk niż we Wrocławiu. Władze stolicy Dolnego Śląska głośno deklarowały poparcie dla lokalnych kupców, ale w praktyce stopniowo likwidowały place, gdzie można kupić choćby świeże zioła. Jak grzyby po deszczu wyrastały natomiast kolejne markety i galerie handlowe.
O dziwo, w Poznaniu jedno nie przeszkadza drugiemu. Swoje targowiska mają trzy osiedla, przyłączone do Poznania na przełomie XIX i XX wieku: Wilda, Łazarz i Jeżyce.
To nie wszystko. Handel kwitnie w całym mieście. W poniedziałek, mimo że było już po godz. 20, na rynku Bernardyńskim na Starym Mieście bez trudu kupiłem gruszki ze straganu. Sprzedawca wytłumaczył mi w dodatku, skąd dokładnie pochodzą. Słyszałem z ust poznaniaków, że w takich miejscach kupują nie tylko owoce i kwiaty. Na ulicy zdarza się im robić nawet zakupy świąteczne.
Skoro klienci tam kupują, a władze miasta najwidoczniej traktują życzliwie, to nic dziwnego, że drobny handel świetnie prosperuje w stolicy Wielkopolski.
Fabryki i centra innowacyjne
W Poznaniu i jego najbliższej okolicy dużo się produkuje, zaś we Wrocławiu powstają centra innowacyjne. Przez ostatnie 20 lat stolicę Wielkopolski i jej otoczenie wybierały firmy zajmujące się produkcją.
To pod Poznaniem jest jedna z największych fabryk samochodów w kraju
- Volkswagen. To tu opony produkuje Bridgestone, a MAN i Solaris wytwarzają autobusy.
Inaczej we Wrocławiu. Tu także działają oczywiście znani producenci, czego najnowszym przykładem są podwrocławskie fabryki związane z koncernem LG. W oczy rzuca się jednak inne zjawisko - nowe technologie i wyspecjalizowane usługi. Jakie? Chociażby IBM, Nokia Siemens, centra księgowe Credit Suisse czy Hewlett-Packard.
Bartłomiej Knapik dziennikarz "Polski-Gazety Wrocławskiej"