Kierownik kaliskiego schroniska dla zwierząt to także hodowca rzadkich gatunków sów ZDJĘCIA, FILM

Redakcja
Kaliszanin Jacek Kołata to nie tylko kierownik schroniska dla bezdomnych zwierząt, wykładowca akademicki i doktor filologii angielskiej, ale także miłośnik ptaków, zwłaszcza sów. Jego hodowla jest jedną z ledwie kilku takich w tej części Polski.

W wolierze Jacka Kołaty jest dziewięć ptaków. Hodowane są w warunkach półdzikich - nie są oswajane, a boksy, w których się znajdują, przypominają środowisko naturalne - są w nich gałęzie, piasek czy pnie.
- Ptaki można trzymać z trzech różnych względów: na polowanie, co mnie nie kręci, do lotów czyli „wyprowadzanie” ptaka na spacer, na co mam pozwolenie, ale obecnie tego nie robię, oraz w celach hodowlanych, tak jak u mnie. Dla mnie jest to zwierzę dzikie i ja chce, żeby ono miało w miarę dzikie otoczenie. Nie ma betonu na podłodze, a warunki imitują naturalne. Muszą mieć jedynie basen, bo choć nie piją wody, to uwielbiają się kąpać. Boksy o objętości 85 m sześciennych dla pary sów to więcej niż w ogrodach zoologicznych - mówi Jacek Kołata.
W jego zagrodzie są dwa puszczyki zwyczajne, dwa puchacze europejskie i pięć sów uszatek.
- Puszczyk zwyczajny jest w miarę pospolity w Polsce, w niektórych miastach jest dość liczny, we Wrocławiu na wolności jest około 90 par. One odgrywają ważną rolę, tępiąc drobne gryzonie. Na dorosłe szczury nie polują, ale już na młode czy myszy bez problemu. Również w kaliskim Parku Miejskim widziałem jednego osobnika, kilka też w okolicznych lasach - mówi kaliszanin.

W sąsiednim boksie znajduje się jeden z największych i najbardziej drapieżnych gatunków na świecie - puchacz europejski. Samica waży ok. 4,5 kg, samiec - 3,5 kg. Jest to jedyny europejski gatunek mogący zabić dorosłego człowieka. Szpony o długości 5 cm, do tego ponad 17 kg udźwigu i ponad 2 tony uścisku w szponach. W Polsce na wolności żyje mniej niż 250 par, głównie na wschodzie i południu kraju. Ze względu na swój rozmiar, ptaki te gniazdują często na ziemi, bo w drzewach nie ma dziupli, które mogłyby je pomieścić.

Trzeci gatunek - sowa uszata - to, jak mówi ich hodowca, prawdziwy rarytas. W niewoli w Polsce jest zaledwie osiem sztuk, z czego pięć u Jacka Kołaty.

- Szósta co do wielkości sowa w Polsce. W niewoli lubi gniazdować w koszach wiklinowych. Na wolności można ją spotkać w Kaliszu, widziałem m.in. na Dobrzecu. Moje uszatki są z trzech linii genetycznych z różnych części Europy, to duży sukces z punktu widzenia ich przyszłego rozmnażania. Na tych trzech gatunkach na razie poprzestanę, bo gdy się ma za dużo ptaków, to nie można im poświęcić wystarczająco czasu - mówi Kołata.
W przypadku tych sów nawet ich właściciele mają problem ze stwierdzeniem płci swoich ptaków, ze względu na słabo zaznaczony dymorfizm płciowy. Żeby stwierdzić, że dany osobnik to samiec lub samica, często potrzebne są badania genetyczne, przeprowadzane na piórach.
Kaliski hodowca przyznaje, że chciałby przekazywać młode ze swojej woliery do wypuszczenia na wolność. Nie może jednak tego zrobić samowolnie.
- Łatwiej jest zdobyć ptaki niż je wypuścić na wolność. Ma to sens. Gdybym wypuścił tutaj puchacze, to mogłyby one stanowić zagrożenie dla zwierząt dzikich i domowych. W Holandii puchacz terroryzował mieszkańców małego miasteczka. Uzyskanie zgody na wypuszczanie sów na wolność graniczy z cudem. Chciałbym natomiast współpracować z nadleśnictwami i tam nieodpłatnie przekazywać moje sowy. Na przykład Grodziec - duży teren, stary drzewostan i oddalenie od siedzib ludzkich - tam puchacze miałyby dobre warunki - uważa kaliszanin.

Chcąc hodować dzikie ptactwo będące pod ochroną, trzeba spełnić określone wymogi. Przepisy nie pozwalają na ich dowolne trzymanie. Po pierwsze - ptaki muszą mieć odpowiednie pomieszczenie - wolierę.

- Można ją wykonać w różny sposób, różnym nakładem kosztów. Są firmy, w których zamawia się gotowe woliery. Ja mam dość „pancerną”, wzmocnioną, dzięki czemu nie musiałem się obawiać o jej trwałość i ptaki podczas np. niedawnych wichur - tłumaczy Jacek Kołata.

Kiedy warunki bytowe dla ptaków spełniają wymagania, można występować z wnioskiem - do Regionalnej (lub Generalnej) Dyrekcji Ochrony Środowiska. Podaje się w nim, w jakim celu chce się trzymać ptaki, skąd będzie się je brało (np. ośrodek rehabilitacji zwierząt lub z prywatnej hodowli), czy jakie są parametry działki, na której znajdzie się woliera.

- Jeśli pozyskujemy ptaka z hodowli, to takie zwierzę posiada dokument CITES, paszport, który uprawnia ptaka do przejeżdżania przez granice i bycia przekazywanym między hodowlami - tłumaczy Kołata.

Następnie już tylko rejestracja zwierzęcia w urzędzie miasta lub gminy i jeśli wszystko przebiegnie pomyślnie - hodowla może ruszyć. Później wystarczy tylko informować urząd o stanie liczebnym hodowli, zgonach lub wykluciach ptaków. Zdarzają się również kontrole hodowców.
- Pod tym względem obrót tymi ptakami jest całkowicie kontrolowany. Moje ptaki są w pełni legalne, zdrowe, kupione i trzymane pod nadzorem RDOŚ - zapewnia Kołata.
To jeszcze nie koniec obowiązków spoczywających na hodowcach.
- Dostając zgodę, jestem zobowiązany do ich natychmiastowego odłowienia, gdyby uciekły, ponadto jeśli padnie - muszę się wytłumaczyć, a jeśli zaginie - wtedy jest problem - mówi hodowca.

Hodowla sów Jacka Kołaty w Kaliszu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie