„Przebaczyłem księdzu Arkadiuszowi. Mogę żyć dalej”. Rozmowa z Jakubem Pankowiakiem

Damian Cieślak
Damian Cieślak
Przebaczyłem księdzu Arkadiuszowi - mówi Jakub Pankowiak, jeden z bohaterów filmu braci Sekielskich pt. "Zabawa w chowanego", ofiara molestowania seksualnego. W długiej i szczerej rozmowie opowiada o tym, co go spotkało, dlaczego zdecydował się upublicznić swoją historię, o niedawno zakończonym procesie, a także o zmianach, jakie widziałby w Kościele.

W ostatnich tygodniach, miesiącach pewnie wiele razy odpowiadałeś na to pytanie, ale w tej rozmowie też ono musi paść. Dlaczego osoby, które w dzieciństwie były wykorzystywane seksualne, zaczynają o tym mówić - jeśli w ogóle - po wielu latach? Jak Ty dojrzewałeś do tej decyzji?
To rzeczywiście jest jedno z częstszych pytań, ale cieszę się, że ono pada. Świadomość polskiego społeczeństwa w tym zakresie jest ciągle niewielka. Są badania amerykańskich naukowców, psychologów, którzy stwierdzili, że średnia wieku ludzi, którzy mówią o tym, że doświadczyli molestowania seksualnego w dzieciństwie wynosi 42 lata. Można powiedzieć, że z bratem i tak wyzwoliliśmy się z tego dość wcześnie. To jest związane przede wszystkim z miejscem zamieszkania, wstydem, poczuciem współodpowiedzialności. Jest wiele aspektów powodujących, że człowiek nie chce o tym mówić. Postaw się w mojej sytuacji, jakbyś ty miał coś takiego powiedzieć. Istnieje mnóstwo hamulcowych. W przypadku sytuacji z księdzem dochodzi jeszcze uwikłanie w relację z Kościołem. Jesteśmy katolikami. Nasze dzieci chodzą do komunii św., do bierzmowania. Mówienie o tym publicznie powoduje reakcję drugiej strony. My byliśmy atakowani przez księży, biskupów, przez skrajnie prawicowe media, poszczególnych ludzi, którzy się z nas naśmiewali, mówili, że to nic takiego, że ludzie byli w obozach koncentracyjnych, więc nasza krzywda to żadna krzywda. Wcześniej w Polsce nie było atmosfery, aby o tym mówić otwarcie, a teraz ludzie widzą, że nie ma się czego wstydzić i "wyrzucają" to z siebie. Odwaga jednego człowieka daję odwagę następnym i robi się lawina. To nie jest tak, że tych przypadków nie było wcześniej, one były, tylko przez lata zwierzchnicy pedofilów to zamiatali pod dywan. Tutaj nie chodzi tylko o Kościół, bo mnóstwo takich sytuacji występuje w rodzinach. Jeśli molestuje Cię tata lub dziadek, to również nie jest łatwo o tym mówić. Początkowo wydaje się, że wyparcie to najlepsze i najłatwiejsze rozwiązanie, a dopiero po latach okazuje się, że to strasznie niszczy życie.

Komu pierwszy raz powiedziałeś o tym, co Cię spotkało?
To był moja dziewczyna, a aktualnie żona. Gdy poznaliśmy się, wiedziałem, że to będzie poważny związek i to jej powiedziałem jako pierwszej. Miałem 18 lub 19 lat. Później był mój tata, mój brat, a jeszcze w międzyczasie jeden dziennikarz. Ogólnopolska gazeta opisała moja historię. Nie było tam mojego imienia i nazwiska, ale było imię i pierwsza litera nazwiska księdza Arkadiusza. Wówczas nikt nie zareagował.

Ofiary molestowania seksualnego zmagają się z wieloma problemami natury zdrowotnej. Popadają w stany depresyjne, mają niską samoocenę, doznają ataków paniki. Ty też musiał skorzystać z pomocy specjalisty.
W kwietniu miną 3 lata od momentu, w którym rozpocząłem terapię. Zdecydowałem się na nią, bo miałem coraz więcej kłopotów. Teoretycznie wszystko dobrze się układało. Wspaniała rodzina, dobra praca, ale moje życie wewnętrzne koncentrowało się na tamtym problemie. Wszystko, co do mnie docierało, było jakby przez to doświadczenie przepuszczane, filtrowane. Nie potrafiłem cieszyć się z życia. Miałem mnóstwo stanów depresyjnych, myśli samobójcze i inne trudne historie, o których też nie jest mi łatwo mówić, bo to był mroczny czas w moim życiu. To narastało we mnie. W końcu zdałem sobie sprawę, że potrzebuję pomocy, że sam sobie z tym nie poradzę. Poszedłem na terapię i bardzo się z tego cieszę, bo to była jedna ze składowych, która sprawiła, że udało mi się z tego wyjść. Dzisiaj już myślę o tym jako o przeszłości. Nie mam ścisku w gardle czy w klatce piersiowej - jak to bywało przez całe życie - kiedy słyszę słowo pedofilia czy wykorzystywanie seksualne albo gdy widzę kapłana podobnego do księdza Arka. Za pierwszym razem trafiłem na znakomitego specjalistę. Teraz już rozmawiamy bardziej o życiu. Traktuję to jako trening personalny, a nie terapię.

Waszą historię poznaliśmy dzięki filmowi braci Sekielskich. Jak trudno było podjąć decyzję o udziale w "Zabawie w chowanego" i opowiedzieć o wszystkim całej Polsce?
Bardzo trudno. Do braci Sekielskich zgłosił się mój brat. Ja nie chciałem w tym brać udziału. Mam córkę. Co prawda ona jest już niemal dorosła, ale bałem się jak to na nią wpłynie. Ponadto moja sklerykalizowana głowa myślała cały czas, jak zareaguje ta mocno katolicka część społeczeństwa, że to będzie atak na Kościół, że tak nie wypada, że da się to załatwić po cichu. Wystarczy pojechać do biskupa, który na pewno ma dobre serce i nam we wszystkim pomoże. Mój brat miał wystąpić w "Tyko nie mów nikomu", ale Sekielscy uznali, że jest to na tyle szeroki wątek, że w drugiej części będzie przedstawiona tylko jego historia. Próbowałem namówić Bartka, żeby zrezygnował. Kilka dni przed premierą "Tylko nie mów nikomu" zemdlałem i wylądowałem w szpitalu. Oglądając film dotarło do mnie, że tak naprawdę leżę na szpitalnym łóżku właśnie przez to, co mnie spotkało. Zrozumiałem, że Ci ludzie, którzy wzięli udział w filmie robią ważną rzecz dla siebie, dla wszystkich poszkodowanych, ale też i dla Kościoła. Tak naprawdę dla całego społeczeństwa. Uznałem, że też muszę zacząć tę walkę. Napisałem do brata, że zmieniłem zdanie, a do braci Sekielskich, że jeśli są jeszcze zainteresowani to jestem gotowy wystąpić przed kamerą. Szybko się spotkaliśmy, a później już potoczyła się lawina.

Jak zareagowała Wasza rodzina?
Miałem pełne wsparcie i zrozumienie ze strony żony i córki. Rodzice z jednej strony nas popierali, ale z drugiej było widać że mają duże obawy, jak będą obierani, jak dana społeczność to oceni. Nie było wiadomo, jak ta sprawa się skończy, czy H. się przyzna w sądzie i czy ten wyrok zapadnie. Bali się, że jeśli tak się nie stanie, to ludzie będą mogli nas oskarżać, mówić, że jesteśmy kłamcami, że chcemy wyłudzić pieniądze, dlatego ten wyrok był dla nas taki ważny. Prawda jest jednak taka, że my cały czas czuliśmy się z tym sami, bo żadne wsparcie nie jest w stanie pomóc w dźwiganiu tak ciężkiej historii. Sami też się martwiliśmy o rodzinę. Na szczęście wszystko się poukładało.

Czy po emisji filmu kontaktowały się z Tobą inne osoby pokrzywdzone przez duchownych?
Mnóstwo. Na początku otrzymywałem po kilkadziesiąt wiadomości dziennie od osób poszkodowanych nie tylko przez księży, ale również przez członków rodziny. Jak dostawałem taką informację to na "dzień dobry" pisałem, żeby nie wysyłali mi danych sprawcy, bo zgodnie z prawem będę musiał taką informację zgłosić do prokuratury. Udało się ich zmobilizować do działania, wskazać gdzie mogą się zgłosić, dać namiary na ludzi, którzy pomagają. Osoby te zgłaszały się nie tylko do prokuratury, ale również jeździły do kurii.

Ze strony kościelnej odezwał się prymas Wojciech Polak. Jak wspominasz tę rozmowę?
To była konstruktywna rozmowa. Bardzo szanuję księdza prymasa za to, co robi. Wiem, jak ciężko jest mu w episkopacie, bo jest prawie sam. Wspiera go tylko kilku biskupów. Bardzo zaimponował mi tym, że zgłosił sprawę biskupa Janiaka do Watykanu i jak widać, tak ją prowadził, że biskupa Janiaka już na szczęście nie ma w diecezji kaliskiej, choć to oczywiście zasługa wielu ludzi. Wiem, że prymas działa, nie oszukuje, spotyka się z poszkodowanymi, stara się im pomagać i wypracować nowe rozwiązania w episkopacie, które pozwolą na lepsze traktowanie poszkodowanych. To człowiek, który chce rozmawiać.

Rozmawiałeś również z przewodniczącym Państwowej Komisji ds. Pedofilii, która jest różnie oceniania w mediach. Twoje doświadczenia są jednak pozytywne.
Spotkałem się w Warszawie z przewodniczącym Błażejem Kmieciakiem, który zbiera doświadczenia osób poszkodowanych i stara się wyciągnąć wnioski dla siebie i komisji. Oni nie mają mocy ustawodawczej, ale mając moc lobbowania i mówienia tego, co w polskim prawie powinno się zmienić. Pewne propozycje już wylądowały na biurku prezydenta Andrzeja Dudy. Moim zdaniem Komisja wykonuje swoją pracę bardzo dobrze, choć pewnie na konkrety będzie trzeba poczekać.

Co czułeś, gdy po latach ponownie spotkałeś księdza Arkadiusza?
Pierwsze spotkanie było w prokuraturze. Tego nie ma w filmie, bo po prostu być nie mogło. W momencie, kiedy on składał zeznania, my jako poszkodowani mieliśmy możliwość, żeby być na przesłuchaniach i żeby usłyszeć, co ma do powiedzenia. Szczerze mówiąc liczyliśmy, że nas przeprosi i być może gdyby to zrobił, wyraził skruchę, realny żal, to myślę, że jeszcze miał wtedy szansę na to, żebyśmy tę sprawę wycofali i załatwili wszystko polubownie. Ale oczywiście zapierał się. Miał bardzo dobrego prawnika. Sądził, że skoro do tej pory wszystko uchodziło mu na sucho to i tym razem też tak będzie. Gdy spotkałem go na korytarzu, miałem ochotę go pobić. Miałem w sobie dużo agresji, żalu, smutku, mnóstwo płaczu. Nawrzucałem mu. Powiedziałem, że znam kilkanaście osób poszkodowanych. Wymieniałem mu imiona tych ludzi, a on tylko stał i patrzył w podłogę. To był punkt zwrotny. Przestałem się go bać. Zauważyłem, że jest chory, słaby, że jest ofiarą systemu stworzonego w diecezji kaliskiej przez kolejnych biskupów. Ks. Arkadiusz nie jest jedynym przestępcą seksualnym w tej diecezji. Mamy przynajmniej jeszcze 3 zgłoszenia.

W sądzie, gdy ksiądz H. przyznał się do winy, Ty siedziałeś na korytarzu i czekałeś na swoją kolej, aby złożyć zeznania. Jaka była Twoja pierwsza reakcja, gdy się o tym dowiedziałeś?
Dla mnie to był koniec sprawy. Rozpłakałem się i poczułem zupełny spokój wewnętrzny. Bałem się, że ten proces będzie ciągnął się latami, że będzie ukrywanie oskarżonego, że on sam będzie się migał zwolnieniami lekarskimi, chorobami, że będzie kłamał. Często strona kościelna chroni takich ludzi. Oni mają świetnych prawników i na sali sądowej dzieją się straszne rzeczy, straszne insynuacje są wysuwane wobec osób poszkodowanych. Z oskarżonego robi się ofiarę. Tego baliśmy się najbardziej, a tutaj już pierwszego dnia facet się przyznał. Ulga niesamowita, że już nie musimy odpowiadać na zarzuty, że atakujemy Kościół, że chcemy wyłudzać pieniądze, że to nieprawda, że oszukujemy i tak dalej. Nigdy nie zależało mi na wyroku, na tym, żeby ksiądz poszedł do więzienia. Chciałem, żeby powiedział prawdę. Przyznał się do winy, co prawda tylko wobec mojego brata, ale mobilizujemy go, żeby te przeprosiny były skierowane również w moją stronę. W przeciwnym wypadku będzie miał założoną sprawę cywilną i będziemy mogli domagać się odszkodowania. Jeszcze trzeba wyjaśnić, jak wyglądały relacje księdza Arka z biskupami, z ważnymi osobami w kurii, bo trudno mi uwierzyć, że przy tylu zawiadomieniach, które składano nikt nie zwrócił na to uwagi.

Proces księdza Arkadiusza H.

Co najbardziej wstrząsnęło Tobą podczas procesu?
Tyle przeszedłem z tym człowiekiem, że nic nie było mnie w stanie przerazić ani zdziwić. Oczywiście zeznania siostry zakonnej, która opowiadała o tym, co jednej nocy słyszała podczas wyjazdu wakacyjnego zrobiło na mnie wrażenie, ale kojarzyłem tę historię z wcześniejszych etapów, więc spodziewałem się, że to może pojawić się w sądzie. Ona wtedy była w liceum. Już w klasztorze opowiedziała o tym swoim przełożonym, ale nic nie zrobiono w tej sprawie. Żeby nie było nieporozumień - ja jej nie atakuję, bo ona też była ofiarą tego sklerykalizowanego systemu. Kara więzienia dla księdza Arkadiusza H. nie jest rozwiązaniem. Rozwiązaniem są duże zmiany w całym Kościele, jeśli chodzi o postrzeganie pewnych rzeczy, a jedną z nich jest wyrzucenie poza obszar Kościoła klerykalizmu. To jest straszna choroba. O tym cały czas mówi papież Franciszek, że to jest gangrena, która niszczy Kościół. I to musimy zmieniać my, na poziomie wsi, małych miasteczek. Jeżeli my nie zaczniemy traktować księży jako normalnych ludzi, którzy mają nam pomagać, to nic się nie zmieni. To my ich utrzymujemy. Oni zostali powołani do tego, żeby udzielać nam sakramentów. Nie może być tak, że podchodzimy do nich jak do prezydenta.

Przebaczyłeś księdzu Arkadiuszowi?
Tak, chyba po tym spotkaniu w prokuraturze zobaczyłem w nim nie tego człowieka, który robił mi krzywdę, ale człowieka słabego, schorowanego, który nie poradził sobie ze swoją chorobą i zranił wiele osób. Było też widać, że powoli do niego dociera, co zrobił, bo oczywiście my z bratem nie jesteśmy jedynymi poszkodowanymi. Jest ich mnóstwo. Nie wszyscy chcieli zeznawać w prokuraturze. Na to zdecydowało się tylko kilka osób. Przebaczyłem mu również dla samego siebie. Lepiej mi się z tym po prostu żyje. Nie chcę o tym myśleć na zasadzie krzywdy, tylko o historii, która jest częścią mnie, ale mogę już żyć dalej. Nie muszę się tym przejmować, nie musi to boleć.

Przez lata choćby poprzez swój zawód byłeś związany z Kościołem. Jak to, co Cię spotkało wpłynęło na Twoje życie duchowe? Jesteś osobą wierzącą?
Długo byłem organistą kościelnym. Dopiero od 4 lat nie gram na stałe w kościele, ale to nie znaczy, że nie jestem z nim związany. Pracuję w Prymasowskim Studium Muzyki Kościelnej w Gnieźnie, gdzie prowadzę zajęcia z gry liturgicznej i organów. Pracuję również w Akademii Muzycznej. Bezpośredni kontakt z Kościołem był czymś naturalnym. Jestem jak najbardziej człowiekiem wierzącym, nawet dzięki tej historii poznałem wielu porządnych ludzi związanych z Kościołem. Uczęszczam na msze, choć może nie tak regularnie jak "przepisy" wymagają. Jeśli chodzi o spowiedź to jest to zawsze dla mnie trudna sprawa. Jeśli już decyduję się to muszę mieć zaufanego spowiednika. Po tych doświadczeniach, które mieliśmy z bratem nie widzę w tym sakramencie niczego, co mogłoby pomóc w odkupieniu win. Konfesjonał kojarzy mi się jednoznacznie z tamtymi historiami. Czekam na zmiany w Kościele. Myślę, że konieczne byłoby zwołanie kolejnego soboru watykańskiego. To jest niezbędne, bo Kościół coraz bardziej rozjeżdża się z rzeczywistością. Kilkadziesiąt lat od ostatniego soboru to jest jak kilkaset od poprzednich. Społeczeństwo i świat tak bardzo poszedł do przodu i tak dużo wiemy, że potrzeba naprawdę dużych zmian w mentalności ludzi i w postrzeganiu rzeczywistości kościelnej.

"Chcę z głębi serca pokornego przeprosić". Ksiądz Arkadiusz H. przyznał się do molestowania

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie